czwartek, 8 listopada 2007

S jak Sponsor

Jeszcze nie napisałem właściwej historii o sponsorze, a tu już mi się nasuwa kolejny wątek o nim, dlatego postanowiłem, że streszczę moją historię znajomości z nim [dla tych, którzy nie czytali bloga Aśki]. Otóż poznaliśmy go pewnego pięknego dnia w chińskim klubie. Byliśmy tam wieczorem całą bandą - ja, Asia, Renata i Rafał. Tak się złożyło, że nie było już wolnych miejsc, ale na szczęście Sponsor [właściwe imię Zhou Zhuolin] nas dostrzegł, zaprosił na kanapę, oraz przez całą noc fundował alkohol i przystawki, które tanie nie były [stąd zasłużył sobie na owy -jakże oryginalny - przydomek]. Zabawa z nim była przednia, więc wymieniliśmy numery telefonów i umówiliśmy się z nim na kolejne spotkanie.


A na to nie trzeba już było długo czekać, gdyż następnego dnia Sponsor [trzeci z prawej, między Renatą i Agatą] zaprosił nas do parku na herbatkę...


... a zaraz potem zafundował wystawną kolację. Jedliśmy huoguo.


Jak by jeszcze tego było mało, to po sytym posiłku udaliśmy się razem do klubu KTV śpiewać karaoke.


Widać i to mu nie wystarczyło, gdyż kolejnego dnia zaprosił nas do siebie na rodzinny obiad. Mieliśmy okazję poznać jego żonę i syna, oraz posmakować dań, które sam przyrządził. Panie, niebo w gębie!


Potem oprowadził nas jeszcze po swojej fabryce. Nie wspominałem jeszcze o tym, ale Sponsor jest biznesmenem. Produkuje on opakowania, głównie z papieru. Były już nawet z jego strony propozycje robienia wspólnych interesów. Kto wie, czemu nie? :)

--------------------

A teraz historia właściwa :) W ostatni poniedziałek postanowiliśmy wspólnie zmobilizować siły i zaprosić Sponsora do nas do szkoły. Wzięliśmy po piffku i poszliśmy sobie na plażę. Było nawet całkiem fajnie, rozmawialiśmy, żartowaliśmy itp., ale oczywiście Sponsor nie byłby sobą, gdyby nie wyskoczył z pomysłem zaproszenia nas na kolację. Jak powiedział, tak zrobił. Dryndnął po kumpli i nawet żeśmy się nie obejrzeli, kiedy to już staliśmy przed restauracją. A co powinno się jeść w portowym mieście? Oczywiście owoce morza!


Takie jak różnego rodzaju rybsy...


...krewety...


...homary...


...kraby...


...czy to coś powyżej, co wyglądem przypomina ludzkie odchody :)


Załoga powitała nas z niekłamanym entuzjazmem [widać waiguoreny w tej części Xiamen nie są zbyt często widywani :)


A tak wyglądały już przyrządzone dania, mniam, mlask...

W wielu chińskich restauracjach panuje zwyczaj, by spożywać posiłki przy okrągłych stołach z obrotowym, szklanym blatem. Dzięki temu każdy z gości ma łatwy dostęp do każdego z dań

W Chinach jedną z rozrywek dość rozpowszechnionych we wszelkich barach, restauracjach czy klubach jest gra w kości. Ma się pięć kości, każdy z uczestników rzuca, a zadaniem jest przybliżone odgadnięcie liczby poszczególnego nominału spośród wszystkich kości na stole [np. cztery czwórki, pięć szóstek]. Następna osoba stara się przebić ową liczbę, więc suma z każdym razem musi być większa, aż dochodzi do momentu, gdy któryś z graczy woła "blef!", czyli sprawdza. Jeżeli miał rację to wygrywa, a jeżeli liczba wymienionego nominału jest co najmniej taka sama jak podawał drugi gracz, to wówczas ten pierwszy przegrywa. A przegrana musi oczywiście odpokutować swoją porażkę poprzez uchylenie kielonka... :)


Aśka nie dawała Chińczykom żadnych szans!


Czas upływał baaaaardzo miło :)


Właściwie to nie wiemy czemu Sponsor chciał nas poznać [nawiasem mówiąc jestem z tego zadowolony również dlatego, że jest to bardzo sympatyczny człowiek], więc zwalamy wszystko na pozytywną stronę bycia obcokrajowcem w Chinach, ponieważ - przynajmniej w pewnych kwestiach - jest to pewien rodzaj nobilitacji, gdy spotykają nas takie przygody jak ta ze Sponsorem. Oby było ich więcej! :D


foto: Archiwum

2 komentarze:

Bartass a.k.a. Ratay pisze...

Tomku nie wiem czy dobrze wnioskuje ale czy Ty zacząłeś spożywać alkohol???? zawsze wiedziałem że im dalej na wschód tym bardziej chleją...nie to co u Nas na zachodzie...

ivi pisze...

Panie Tomaszu, z przyjemnoscia czytam panskiego bloga,Pana spojrzenie na chinska rzeczywistosc pomaga czytelnikowi refleksyjnie interpretowac fakty,ktore Pan opisuje,a nutka nostalgii i filozofii w Pana opisach bardzo mi odpowiada.Gratulacje i pozdrowienia!
P.S.niecierpliwie czekam,co dalej!