wtorek, 21 kwietnia 2009

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Wegetaniańska

WTF? Za darmo samogłoski rozdawali, czy co?


foto: Tomas

Czapla biała

Nie bez powodu Xiamen nazywane jest Czaplą Wyspą. Jak nietrudno się domyślić Xiamen jest jednym z nielicznych w Chinach siedliskiem czapli białej. Amoy jest dla niej wymarzonym miejscem - długa linia brzegowa, obfitość pożywienia [drobne zwierzęta wodne oraz owady] i sprzyjające rozmnażaniu warunki sprawiają, że ptaki te brodzą tu niemal w każdym stawie. Gatunek ten jest objęty ochroną - znajduje się w Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych.
Według legendy, za dawnych czasów została rozegrana mordercza bitwa o panowanie na wyspie stoczona przez czaple z jadowitymi wężami. Czaple wygrały i w ten sposób Xiamen zyskało sobie jeden ze swoich wielu przydomków - Czapla Wyspa.
za: amoy magic.com


Staw Smoczych Łodzi, Jimei


Czapla Biała stała się jednym z symboli Xiamen. Jej imieniem nazywane są ulice, skwery, hotele, większe i mniejsze firmy mają czaple w nazwie lub logo [że wymienię tylko Xiamen Airlines], jednym słowem - czapla jest trendy. O ile nazwy miejsc nie dziwią, o tyle pozostałe przykłady mogą trochę zaskakiwać. Jak się jednak okazuje - tylko pozornie. W świadomości Chińczyków - którzy przywiązują ogromną wagę do symboli - czapla utożsamiana jest z Xiamen, a wiadomo że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Handlowcy kierują się więc instynktem konsumentów, którzy skłonni wybrać są markę im znaną, markę bliższą. Z drugiej strony jest to podkreślenie pochodzenia, przywiązania do miejsca - pewien objaw przynależności do jakiejś grupy, powiedziałbym nawet że przykład lokalnego patriotyzmu.



Logo linii lotniczych Xiamen Airlines


Na koniec jako ciekawostkę podam wiadomość, że władze Xiamen ufundowały Nagrodę Czaplej Przyjaźni, by zachęcać i honorować zagranicznych ekspertów którzy swoją pracą dokonali wybitnych zasług dla miasta Xiamen i jego mieszkańców.
Więcej o programie tutaj.

Więcej o czapli tutaj.


foto: Archiwum & Internet

niedziela, 19 kwietnia 2009

HSK

HSK to skrót od Hanyu Shuiping Kaoshi [ 汉语水平考试 ] czyli Chinese Proficiency Test - Egzamin Biegłości Języka Chińskiego. Został on stworzony w 1984 roku przez Pekiński Instytut Językowy [obecnie Pekiński Uniwersytet Języka i Kultury] dla osób których językiem ojczystym nie jest język chiński, czyli - obcokrajowców, Chińczyków z pochodzenia, czy zamieszkujących w Chinach mniejszości narodowych.

Egzamin posiada 11 stopni, które zdobywa się przystępując do testów podzielonych na 3 zróżnicowane poziomy trudności:

poziom dla początkujących [ 基础级 ]
  • umożliwia zdobycie stopni 1-2
  • dwa terminy w roku: kwiecień i listopad
  • koszt: 200RMB
poziom średnio-zaawansowany [ 初中级 ]:
  • umożliwia zdobycie stopni 3-8
  • składa się z 4 części - gramatyki, słuchania, czytania oraz części wszechstronnej
  • trzy terminy w roku: kwiecień, czerwiec i listopad
  • koszt: 250RMB
poziom zaawansowany [ 高级 ]:
  • umożliwia zdobycie stopni 9-11
  • składa się z 5 części - gramatyki, słuchania, czytania oraz części ustnej i wszechstronnej
  • dwa terminy w roku: kwiecień i listopad
  • koszt: 400RMB
Certyfikat może nie tylko upoważniać do rozpoczęcia nauki w szkole wyższej lub zwalniać z kursu językowego, ale jest i podstawą do zweryfikowania umiejętności językowych w zakresie ewentualnego zatrudnienia. HSK daje nam również jakąś wiedzę na temat własnych możliwości. Z tego oraz pozostałych wymienionych wyżej powodów warto podejść do egzaminu by przekonać się na jakim poziomie znajduje się nasz chiński.


Więcej informacji tutaj.

środa, 15 kwietnia 2009

J jak Jajko niespodzianka

Myślałem, że nic mnie już nie zdziwi, ale przecież! - zapomniałem, iż mieszkam w Chinach. Różne rzeczy już widziałem, o różnych rzeczach słyszałem, wiele nieprawdopodobnych historii sam na własnej skórze doświadczyłem. Mimo wszystko są jeszcze na tym świecie rzeczy o których nawet nie odważyłbym się zamarzyć, mało tego - które w ogóle nie przyszły by mi do głowy.

Mowa o fałszywych jajach. Pisząc fałszywych mam na myśli w całości wyprodukowanych przez człowieka. Tak - w całości. Nie - to nie pomyłka. Od żółtka, poprzez białko, a na skorupce kończąc. Pewnie niejeden zastanowi się czy to jest opłacalne, ale gdyby nie było to czy Chińczycy by się za to nie zabierali?

Poniżej przetłumaczony artykuł z badgals.com:

Wygląda na to, że Chiny - azjatycki kolos - borykają się z poważnym wewnętrznym problemem. Ogromna populacja oraz nieustanny wzrost industrializacji sprawiają, że Chiny produkują tak dużo fałszywych oraz szkodliwych produktów jak np. mleko zawierające melaminę.
Kolejnym produktem z Chin, który zagraża ludzkiemu zdrowiu są fałszywe jaja, które są produkowane na skutek chemicznych procesów i w żaden sposób nie powinny być dopuszczone do spożycia ich przez człowieka.
Jeżeli ta sytuacja będzie trwać, Chiny prawdopodobnie stracą status azjatyckiego giganta, a produkty przestaną być kwalifikowane jako bezpieczne dla zdrowia. Odwołując się do tego problemu ludzie stracą zaufanie do chińskich produktów, a nawet teraz nie jest łatwo nakłonić każdego by wierzył chińskim towarom. Wygląda na to, że Chiny nieustannie gonią za pieniądzem, nie zastanawiając się nawet nad zaufaniem klientów. Chińczycy nie zwracają już uwagi na wyrób produktów wysokiej jakości, a wyrób produktów niskiej jakości po niskich cenach.

Więc lepiej
teraz uważać na towary z Chin.
Oryginał tutaj.

Gazeta lokalna miasta Zhengzhou [prow. Henan] zwróciła uwagę na opublikowaną 13 sierpnia 2007 roku historię Pana Wanga, sprzedawcę dodatków do żywności, który przypadkowo odkrył że kurze jajo zakupione na nocnym targu nie wygląda naturalnie - jego wieloletnie doświadczenie podpowiedziało mu, że jajo powstało z takich właśnie dodatków [chemikalia - przyp. Tomas]!

Wobec tego Wang odnalazł szefa restauracji i poprosił by ten wyznał prawdę, w przeciwnym razie odwoła się
on w tej sprawie do wyższych autorytetów. Przyciśnięty do muru szef niechętnie zdradził, że jaja są w całości wykonane przez człowieka, lecz nie przez niego, a kupione u producenta, aż w końcu zdradził Wangowi w jaki sposób 'wyprodukować' fałszywe jaja.

Po zakupieniu wszystkich potrzebnych składników Wang pokazał dziennikarzowi w jaki sposób wykonać sztuczne jaja.
Oryginalny artykuł oraz opis produkcji fałszywych jaj tutaj.

Jak już wyżej wspominano, powstałe w ten sposób jaja w żaden sposób nie nadają się do spożycia, co grozi natychmiastowym zatruciem układu pokarmowego.

Jak ustrzec się przed takimi jajami? Podobno można je odróżnić od tych prawdziwych po zapachu. Ponadto po ugotowaniu jajka ścięte żółtko przypomina elastyczną kauczukowatą masę, która odbija się niczym piłeczka [zdjęcia + video tutaj]. Jeżeli więc jajko skacze nam po stole zdecydowanie odradzam dalszą jego konsumpcję.

Kolejny dowód na to, że Chińczycy dla pieniędzy zrobią wszystko. Wyobraź sobię jaką ci ludzie muszą mieć mentalność, skoro dla większego zysku narażają ludzkie zdrowie, a przede wszystkim zdrowie dzieci [ba! życie], bo mleko jak i jajka są w znacznej części właśnie przez nie spożywane. Chińskie znaczy gorsze? Kitajce coraz częściej sami utrwalają nas w tym przekonaniu.

Kiedyś byłem zafascynowany tym krajem, ale z roku na rok, z dnia na dzień coraz mniej mi się tu podoba...


Notka oraz część znajdujących się w niej materiałów pochodzą z lub zostały zainspirowane przez Saturator blog.

wtorek, 14 kwietnia 2009

Dupa słoniowa

Jak w tytule. Taka dziwna, rzeźbiona w drewnie figurka.
Znalezione na Zhongshan podczas Tajskiego Festynu.


Nikt raczej sobie na kominku tego nie postawi...


foto: Tomas

R jak Róż

Nawet Conversy w różu, fuj!
A do tego...


... Hello Kitty!


foto: Tomas

niedziela, 12 kwietnia 2009

Festyn Kultury Tajskiej

W związku z obchodami Tajskiego Nowego Roku [Songkran] na ulicy Zhongshan miał miejsce Festyn Tajskiej Kultury. Na specjalnie przygotowanej scenie odbywały się pokazy taneczne, a wzdłuż deptaku ustawione były kramiki, w których można się było zaopatrzyć w najprzeróżniejsze rzeczy - od ryżowych przysmaków, poprzez tradycyjne tajskie stroje, a na wyrobach ze skóry bydlęcej kończąc.

A teraz trochę o samym święcie.
W Tajlandii nowy rok oficjalnie następuje 1 stycznia, jednak tradycją jest obchodzenie nowego roku od 13- do 15 kwietnia, a ma to związek z nadejściem wiosny, co symbolizuje początek cyklu życia w przyrodzie i jest jednym z najważniejszych tajskich świąt. Pierwszą rzeczą, która to wyróżnia jest zwyczaj oblewania się wodą, które według jednych jest symbolem oczyszczania grzechów, a według innych wzięło się ze zwyczaju zwilżania rąk w celu okazania szacunku drugiej osobie. Tajskie bitwy na wodę przypominają nasz śmigus-dyngus, tylko że występują one w znacznie większej skali. Rzadko kiedy w ruch idą butelki i pistolety na wodę, a częściej wiadra czy węże ogrodowe. Polewanie się wodą trwa 3 dni.

Tradycją jest również okazywanie szacunku starszym, tj. rodzicom, wujom, stryjom, dziadkom czy nauczycielom poprzez składanie im wizyty i zwilżanie rąk wodą. Songkran jest czasem, który spędza się w gronie najbliższych - razem spożywa posiłki, wybiera do świątyni na modlitwy, poświęca czas medytacjom; przebywa ze sobą.

Ciekawostką jest, że za panowania króla Ramy V tradycyjny tajski kalendarz księżycowy został zreformowany i zrównany z gregoriańskim, zachowano natomiast oryginalne nazwy miesięcy i pierwotny sposób datowania lat według kalendarza buddyjskiego, co oznacza że w Tajlandii jest teraz rok 2552.


Wieszaki z kieszeniami z wizerunkami bóstw i...


... słoni


Tradycyjne tajskie przysmaki to m.in. suszone banany i kukurydziane chrupki


Tradycyjne tajskie stroje i parasole


Tajski ryż, który cieszy się ogromną sławą ze względu na swój niepowtarzalny smak i wysoką jakość


Tajscy tancerze podczas prezentacji


Najprzeróżniejsze tajskie przysmaki, wśród których królowały cukierki zrobione z bananów, tamaryndy i durianu


Słoń jest uważany przez mieszkańców Tajlandii za jej symbol


Lodziary ;)


Na zdjęciach powyżej pamiątki zrobione ze skóry, m.in. wachlarze i obrazki, a do zdjęcia uśmiecha się Soei :)


Drewniane ryty


Drewniana biżuteria




Więcej o Songkran tutaj.


foto: Tomas

środa, 8 kwietnia 2009

Głową w mur

Cała historia zaczęła się od tego, że straciłem swoją kartę bankomatową. Nie będę opisywał w jaki sposób to się stało, bo chciałbym oszczędzić sobie tego wstydu, no ale cóż - stało się.

Oczywiście kiedy tylko odkryłem że karty nie mam i sprawdziłem wszelkie miejsca gdzie znajdować się powinna to bezzwłocznie udałem się do banku, czyli uczyniłem to co w pierwszej kolejności uczynić powinienem. Normalna rzecz - tak pomyślałby sobie każdy inny na moim miejscu. I ja tak myślałem, głupi. Wówczas zaczęły się schody.

Po uprzednim przedstawieniu mojej sytuacji niewiele starszemu ode mnie panu za okienkiem w kasie otrzymałem informację, że niemożliwe jest wykonanie przez nich żadnej z poniżej wymienionych operacji:
a] zablokowanie karty
b] wyrobienie nowej

A teraz będzie najlepsze - dlaczego to jest niemożliwe, spytata? A to dlatego, że konto zostało założone w Jimei [inna dzielnica, wciąż Xiamen]! O ironio! Automatyzują banki, wprowadzają punkty samoobsługowe czynne całą dobę, gdzie w każdym momencie można za pomocą automatów zdeponować lub wypłacić pieniądze czy nawet wydrukować stan konta w książeczce bankowej. Mało tego - żyjemy w czasach gdzie dokonuje się transferów pieniężnych na całym globie, przesyła pieniądze z jednego zakątka świata na drugi, a dla Banku Chińskiego [tfu!] problemem jest obsłużenie klienta z powodu jakichś techniczno-biurokratycznych przeszkód! No HALO! To po kiego grzyba ta cała komputeryzacja ja się pytam w takim razie!
Wynik rozmowy był taki, że
głupi acz miły urzędas wysłał mnie do Jimei w celu wykonania żądanych przeze mnie operacji. Dodam że choć Jimei to dzielnica Xiamen to od mojego miejsca zamieszkania znajduje się 1,5 godziny jazdy autobusem w jedną stronę [i to nie w godzinach szczytu], więc żeby tam się wybrać trzeba poświęcić połowę dnia, a nie jest łatwe znaleźć na to czas osobie, która nie dość że się uczy to i jeszcze dorabia sobie popołudniami.

Mimo wszystko urzędas był - tak mi się przynajmniej zdawało - dobrej woli, więc zaproponował mi skorzystanie z usługi telefonicznej banku, czyli zablokowanie karty przez telefon.
Po powrocie do domu wykręciłem 95566 - odebrał automat i kazał mi się bawić w wybieranie numerków:
Nacisnąłem 1 dla Osobistej Usługi Finansowej i poproszono mnie o wprowadzenie numeru karty debetowej. Czyżby to ta, którą zgubiłem? Wróciłem do menu głównego. Ominąłem opcje nr 2 - Usługi dot. Kart Kredytowych oraz nr 4 - Informacje Walutowe i wybrałem nr 3, czyli Usługi Publiczne gdzie zapytano mnie 17-sto cyfrowy nr konta bankowego, który oczywiście posiada cyfr nie 17, a 18. Super, co nie? Wyrzuciłem więc ostatnią cyfrę i wklepałem resztę wraz z hasłem [o dziwo - weszło], tylko po to by się dowiedzieć, że usługi telefoniczne niestety nie są dla użytkownika tegoż konta przewidziane! Ludzie, toż to KA-BA-RET!

Nie pozostało mi nic innego jak tylko następnego dnia udać się do Jimei. I wszystko pięknie by się skończyło, gdyby nie to, że zastałem bank zamknięty na cztery spusty z powodu ichniego Święta Zmarłych... [3 dni]

...A żeby było śmieszniej to na witrynie widniało ogłoszenie, że w tamtym akurat dniu banki pracują normalnie. Nie pracowały, jak się okazało. Przynajmniej tamten jeden.

W piątek ponownie do Jimei.

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Za duże buty

Obecnie nawet dzieciaki w liceum zdają sobie sprawę z tego, że Chiny są jedną z największych potęg gospodarczych świata i nieustannie gonią Amerykę i Japonię. Fabryka Świata - bo tak je teraz nazywamy - dysponuje największym na świecie zasobem ludzkim o niemal nieograniczonym potencjale produkcyjnym, będącym w stanie zaspokoić rynki niemal wszystkich zakątków globu. Chiński rząd doskonale zdaje sobie sprawę z tego jaką władzę ekonomiczną udało się Chinom uzyskać, jednak czy zdaje sobie sprawę jak wielka jest związana z tym odpowiedzialność?

Chiny powoli dorastają do swojej kluczowej roli

Pamiętacie Grupę Siedmiu? Jeszcze nie tak dawno ta mała klika trzęsła światem wedle swojego widzimisię. Obecnie nastała era Grupy Dwudziestu. To nic złego. Największą wadą tego elitarnego klubu była nieobecność Chin...

...niesamowitego giganta, który jest już trzecią co do wielkości gospodarką świata i jeśli nic się nie zmieni, niedługo zdetronizuje Japonię i zajmie pozycję wicelidera. Chiny są jedyną gospodarką, niezależnie od rozmiaru, która cały czas się rozwija, choć już w wolniejszym, 6-8% tempie. Większość pozostałych krajów świata, rozpaczliwie starających się zażegnać poważne recesje, może tylko patrzeć z zazdrością.

Gwałtowne zmiany na globalnej mapie sukcesów gospodarczych przyspieszyły tylko pojawienie się Chin na światowej scenie. Czy to im się podoba czy nie – a do niedawna było widać, że nie bardzo – Chiny będą musiały na tej scenie odgrywać ważniejszą rolę. W czerwcu zeszłego roku Fred Bergsten z Peterson Institute for International Economics sugerował, że – nie można o tym głośno mówić w Brukseli – większość dużych problemów świata mogłoby rozwiązywać G2, czyli USA i Chiny.

To nieco zbyt daleko idący wniosek, ale londyński szczyt zdaje się dowodzić, że Chiny powoli dorastają do swoich za dużych butów. Jeszcze zanim zaczęły się posiedzenia, Pekin powiedział Waszyngtonowi, żeby właściwie obchodził się jego 1 bilionem dolarów w papierach skarbowych, prowadząc odpowiedzialną politykę fiskalną. Wysunął również intrygującą propozycję zwiększenia roli specjalnych praw ciągnienia tak, aby stały się alternatywą dla dolara jako waluty rezerwowej.

Część pozostałych członków G20, m.in. Indonezja, Korea Południowa i Argentyna, podpisały w ostatnim czasie z Chinami umowy na swapy walutowe w juanach. Jest to sygnał, że rola Pekinu rośnie nawet pomimo braku statusu waluty wymienialnej. Podczas samego spotkania, Chiny pozytywnie udzielały się w dyskusjach o zwiększeniu budżetu Międzynarodowego Funduszu Walutowego, choć nie było jasne, jaki wkład zaoferują, i odpierały francuskie próby zakwalifikowania Hong-Kongu i Makao jako rajów podatkowych.

Pekin pokazał, że potrafi coś więcej poza prostym komunikowaniem, co mu się nie podoba. Niezobowiązująco zaczął również artykułować aktywną wizję tego, jak świat może funkcjonować i co Chiny mogą do niego wnieść. Na tym jednak cały proces się kończy jak na razie. Chiny pozostają biednym krajem z produktem krajowym brutto per capita na poziomie Albanii. Chiński model może być atrakcyjny dla niektórych autorytarnych przywódców, którzy chcieliby poznać tajemnicę dwucyfrowego wzrostu gospodarczego i politycznej długowieczności. Słabości chińskiej kultury politycznej ograniczają możliwości pełnego udziału w globalnym dyskursie. Mimo wszystkich swoich wad, Stany Zjednoczone pozostają bardziej atrakcyjnym miejscem dla miliardów ludzi na całym świecie szukających lepszego życia. Jeśli Chiny mają temu dorównać, potrzebują poważnych zmian.


Oryginalny artykuł do przeczytania tutaj.


źródło: onet.pl za Financial Times, 4.04.2009

niedziela, 5 kwietnia 2009

Youku.com 优酷

Youku to chiński odpowiednik Youtube, a więc po prostu portal umożliwiający uploadowanie i przeglądanie plików filmowych.
Z Chińczykami jest tak, że wyobraźnię to mają oni bardzo ograniczoną, żeby nie powiedzieć że wręcz myślą jednotorowo, co niestety przekłada się na większość aspektów ich codziennego życia. Stąd bierze się nieustanne kopiowanie zachodnich wzorców, ale oczywiście na własną, chińską modłę - w ten sposób powstają chińskie Makdonaldy, KFC i tym podobne rzeczy. Z Youtube nie mogło więc stać się inaczej. Jak widać - nawet nazwa jest podobna.

Na stronie youku.com znajdziemy niemal wszystko to co na Youtube. Jej zaletą jest to, że pliki bardzo szybko się ładują, ale niestety ich jakość jest porażająco niska. Zresztą każdy sam może się o tym przekonać odwiedzając niniejszą stronę, lecz wpierw zmagając się troszeczkę z chińskim interfejsem.

A teraz zmieniając trochę temat - sam portal jest dla Chińczyków o tyle wygodniejszy, że mogą go bez żadnych przeszkód kontrolować i na bieżąco cenzurować, czego nie mogą zrobić z Youtube. Dlatego też w przypadku pojawienia się nań jakichś nieprzyjemnych dla komunistycznego rządu treści nie pozostaje im nic innego jak tylko całkowicie zablokować dostęp do tej witryny, co im się sporadycznie zdarza.

Takie Youku wydaje się więc idealnym rozwiązaniem, prawda? W dodatku można się pochwalić, że nie odstajemy od Zachodu...

sobota, 4 kwietnia 2009

Co? Jajco!

Różne rzeczy ludzie znajdują ulicy. Na ulicy, ale i nie tylko -
w hotelu za oknem czekała na mnie taka oto niespodzianka:




foto: Tomas

czwartek, 2 kwietnia 2009

Tajwan: Tajpej: Nocny Market

Ostatnia notka z serii ze zdjęciami z Tajwanu.
Jednym z wielu atrakcji Tajpeju są nocne jarmarki, które czynne są już od godzin popołudniowych. W stolicy Tajwanu znajdują się takie cztery. Poniższe zdjęcia przedstawiają Huaxi Market oraz Shilin Market.

Na takich marketach teoretycznie można znaleźć wszystko, ale składają się one głównie z ulicznych butików oraz stoisk z przekąskami. Ciuchy dostępne na targu nie posiadają marek, a jeżeli już to niemal na pewno są to podróbki. Co do żywności sprzedawanej w kramikach to jest z nią zupełnie odwrotnie. Przeważają lokalne przysmaki, dla których naprawdę warto odwiedzić to miejsce i zawczasu przygotować sobie sporo miejsca w brzuszku. Nocny market to idealne miejsce by zasmakować prawdziwie tajwańskiej kuchni - jest tu duży wybór, przekąski są przygotowywane szybko i niedrogo, a przede wszystkim jest naprawdę smacznie. Każdy znajdzie tu coś co będzie odpowiadało jemu kulinarnemu gustowi - od dewolaja [乳酪鸡排 rulao jipai] i smażonych na głębokim oleju żeberek na słodko [排骨酥 paigusu], poprzez tradycyjne tajski roladki z ryżu [饭团 fantuan], a na wężach kończąc.




foto: Tomas