niedziela, 26 lutego 2012

Chiński misz-masz

Dzisiaj taki mały zestaw zdjęć z ostatniego miesiąca. Na początek kilka podróbek:



Napis na koszulce w sklepie.

Cokolwiek autor miał na myśli. Napis w toalecie.

Pies w butach. Fafikowi bajki się chyba pomyliły.

Designed and constructed for the fit and comfort of the asian body. Napis na metce oryginalnej(!) bluzy najki (albo adasia).

Żeby nie było - pan na zdjęciu powyżej występuje w reklamie bielizny, a nie kremu do depilacji pach jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka.

Herbata na kaca do kupienia w jednym z supermarketów. Szczerze mówiać to jeszcze nie próbowałem. Może warto sprawdzić? Jeżeli znajdzie się chętny/a, to z przyjemnością wyślę do przetestowania (w zamian za umieszczenie opinii na blogu) :)

A na koniec mały polski akcent - w jednym ze sklepów z importowaną żywnością czekoladki Mieszko :)

foto: Tomas

czwartek, 2 lutego 2012

Made in China 2.0

Polecam ciekawy artykuł znaleziony na Interii. Fragment przytaczam poniżej:

23 stycznia Chińczycy obchodzili początek Roku Smoka. Osoby urodzone w tym roku będą miały pomyślne życie. Poprzednie pokolenie Chińczyków nie ma jednak na co narzekać - niesamowity skok ekonomiczny oraz inwestycja w technologie sprawiły, że Rok Smoka będzie sprzyjał nie tylko noworodkom, ale także chińskiemu podbojowi kosmosu, gigantom zajmującym się teechnologiami, azjatyckim korporacjom oraz samym mieszkańcom Państwa Środka.

Dosyć rzetelnie napisany, dorzucę do niego tylko kilka sprostowań:

Dzisiaj panuje tu system polityczny: "Jedno państwo, dwa ustroje" - miasto i region mają swoje wolności wywalczone za brytyjskiej korony.(...)

Chodzi o podział administracyjny w Chinach. Miasto i region - oznacza 5 regionów autonomicznych (Guangxi, Mongolia Wewnętrzna, Ningxia, Xianjiang i Tybet), 4 miasta wydzielone (Pekin, Szanghaj, Tianjin i Chongking), 2 specjalne regiony administracyjne (Hongkong i Macau) które rządzą się swoimi prawami oraz Tajwan, który jest poza kontrolą Chin, ale uznaje ich zwierzchnictwo.

Vincent, jako obywatel Hongkongu, może ją przekraczać w obie strony bez problemu, ale mieszkaniec Chin bez odpowiednich dokumentów nie ma tu czego szukać. Polak potrzebuje wizy.

Otóż nieprawdą jest, że Polak potrzebuje wizy aby dostać się do Hongkongu. Potrzebuje jedynie wizy do wjazdu na terytorium Chin, co zaś się tyczy HK, pozwolę sobie przytoczyć za MSZ: Obywatele polscy, mający ważne paszporty, mogą wjeżdżać oraz przebywać na terytorium Hong­kongu do 90 dni bez wiz. Natomiast zwolnienie z obowiązku wizowego nie obejmuje osób przyjeżdżających z zamiarem podjęcia pracy (nie­le­galne podjęcie pracy zagrożone jest karą więzienia do dwóch lat lub grzywną w wysokości 50 tys. HKD) oraz udających się do Hongkongu na pobyt stały.
Jeżeli więc wybieramy się do HK tylko w celach turystycznych, to nie ma co się martwić o wizę.

środa, 11 stycznia 2012

Chiński Nowy Rok AD 2012

O obchodach Chińskiego Nowego Roku pisałem już w poprzednich notkach, więc w tej napiszę tylko kilka faktów dotyczących nadchodzącego święta:

1. Nadchodzący Nowy Rok Chińczycy powitają 23 stycznia. Pożegnają go, natomiast, 10 lutego.

2. Nowy Rok będzie Rokiem Smoka. W kulturze chińskiej smok symbolizuje siłę, mądrość, dostojność i szlachetność.

3. W związku z powyższym wypadający co 12 lat Rok Smoka jest zazwyczaj rokiem, w którym w Państwie Środka odnotowywuje się najwięcej urodzin. Rodzice bowiem, chcąc zapewnić swoim pociechom jak najlepszy start, planują urodzenie dziecka na ten rok, wierząc że smoczy patron zapewni mu szczęście i dobrobyt w życiu. Urodzone w tym roku dzieci nazywane są smoczątkami ( 龙包包 ).

4. Innymi popularnymi patronami są: tygrys, świnia, bawół, koń.

5. Podobno jednym z mniej lubianych znaków jest owca, a zwłaszcza jeśli jest pod nią urodzona dziewczynka. Mimo to większość Chińczyków twierdzi, że "wszystkie znaki są lubiane jednakowo, tylko smok najbardziej" :).

6. Choć świętowanie Nowego Roku trwa aż dwa tygodnie (jego obchody kończą się Świętem Latarni), to tylko 3 dni są urzędowo wolne od pracy. Mimo to dużo zakładów daje swoim robotnikom dłuższe urlopy, by mieli czas wrócić do domu, gdzie spędzą święta razem z rodziną.

7. W wigilię Nowego Roku cała rodzina pomaga przy przygotowywaniu posiłków, aby później zasiąść przed stołem we wspólnym gronie.

8. Chiński Nowy Rok, zwany również Festiwalem Wiosny, to w kulturze Chin największe święto w całym roku kalendarzowym.

czwartek, 29 grudnia 2011

Harbin - w poszukiwaniu nostalgii

Obok wstawiam link do świetnego artykułu na temat Harbinu.

Harbin to miasto położone na dalekiej północy Chin, stolica mroźnej prowincji Heilongjiang ( 黑龙江 ). Zostało założone przez Rosjan, którzy później gęsto zaczęli się w tamtych stronach osiedlać. Historia tego miasta jest więc nierozerwalnie z nimi połączona, ale nie brakuje tam również wpływu Polaków. W Harbinie bowiem, do którego często emigrowali Polacy zesłani wcześniej przez sowiecki reżim na Syberię, funkcjonowała kiedyś m.in. polska szkoła, polski kościół, wydawano polskie gazety, a najstarszy chiński browar ("Harbin") założony został przez Polaka.
Już od dłuższego czasu zresztą zamierzam napisać dłuższy post na temat historii tegoż piwa, niestety, materiałów źródłowych jak na lekarstwo.
Artykuł polecam, bo napisany jest ciekawie i rzetelnie.

czwartek, 15 grudnia 2011

Więcej wilków niż mięsa

Dobra, koniec z przechwałkami. Przeczytałem dzisiaj na onecie ciekawy artykuł o swataniu par oraz instytucji małżeństwa i wszystkich występujących w chińskiej kulturze zjawiskach socjologicznych jej towarzyszących. Artykuł - trzeba dodać - miejscami lekko przejaskrawiony, ale w dużej mierze rzetelny i odzwierciedlający prawdziwą sytuację przyszłych żon i mężów żyjących w Państwie Środka oraz problemów z jakimi borykają się na codzień. Poniżej co ciekawsze fragmenty:
Życie miłosne Chińczyków staje się coraz bardziej skomplikowane. Konkurencja na rynku matrymonialnym jest twarda, naciski olbrzymie, a rodzice wtrącają się do wszystkiego. Miłość w Chinach oznacza zawsze trójkąt: romantyzm, konfucjanizm i pieniądze.

(...) Sytuacja młodych Chińczyków jest trudna i robi się coraz trudniejsza. Mści się to, że żeńskie noworodki często jeszcze są w tym kraju niepożądane i od lat rodzi się tu więcej chłopców niż dziewczynek. W 2020 roku ponad 24 miliony kawalerów nie znajdą żony. (...)

(...) Pewnej niedzieli Xin natknął się jednak na Chiny, jakich sam jeszcze nie znał. Starsi, pomarszczeni mężczyźni i kobiety stali z notesami przed tablicą ogłoszeń, siedzieli pod rozłożonymi parasolami, a na każdym z nich widniała kartka z ofertą. To byli rodzice zachwalający swoje dzieci. (...)

(...) Trzeźwe poglądy Chinek objawiają się dziś w dwóch mądrościach. "Od niewolnika do generała" – tak nazywają nagłą przemianę wielu facetów po wypowiedzeniu sakramentalnego "tak". Dla nich samych zaś ślub, ciąża i małżeństwo oznacza "Być jeden dzień księżniczką, dziesięć miesięcy królową i całe życie sprzątaczką". Próbują więc wycisnąć z tego pierwszego dnia jak najwięcej. (...)
Cały artykuł do przeczytania tutaj.

Komentarz:
Powyższy artykuł nie tylko opisuje zmagania singli z przerażającą codziennością, ale i zwraca uwagę na pewien bardzo poważny problem. Skutecznie egzekwowana przez chiński rząd polityka jednego dziecka sprawiła, że rodzice inwestują pieniądze, miłość i całą uwagę w swoją jedyną pociechę. Niestety, brakuje w tym wszystkim umiaru, bo nadopiekuńczy rodzice nie dość że rozpieszczają swoje dziecko, to również robią mu ogromną krzywdę kompletnie pozbawiając samodzielności i całkowicie uzależniając je od siebie. Takie wychowanie na pewno zemści się w dorosłym życiu młodego Chińczyka.

Nie daje mi spokoju jeszcze jedna sprawa. Nie od dziś wiadomo, że badania prenatalne, wynikiem których wciąż niepokojąco często są aborcje, to w Chinach niemal codzienność. Oczywiście rząd, zdając sobie sprawę ze skutków ubocznych wprowadzenia polityki jednego dziecka, stara się przekonać obywatelki do, donaszania żeńskich płodów, jednak wciąż bardziej preferowani są chłopcy. Dlaczego? Ponieważ przynoszą rodzinie prestiż - a dziecko można mieć przecież tylko jedno. Martwi mnie tylko, że tak wielu Chińczyków lekką reką jest w stanie zrezygnować z poczętej już córki dla... no właśnie, dla czego? Dla statusu? Dla posiadania? I nie przeraża sam fakt, bo przecież aborcji dokonuje się wszędzie, bez względu na szerokość geograficzną - przeraża skala tego zjawiska.

Oczywiście zarówno powyższe jak i przytoczone w artykule problemy nie dotykają całego społeczeństwa, a część z przytoczonych w nim przykładów to skrajności, ale warto zauważyć że ich skala jest rzeczywiście duża. Myślę jednak, że rząd już od obmyśla jak sobie z tym poradzić... A może to właśnie te wszystkie odgórnie narzucone regulacje są najwiekszą bolączką Państwa Środka i jego mieszkańców?

wtorek, 13 grudnia 2011

Puchar Happy Cup

W odbywającym się turnieju zorganizowanym przez Happy Football Organization (po 5 zawodników w zespole) od początku nie szło nam najlepiej. Nasz bilans po fazie grupowej rozgrywanej pomiędzy czterema zespołami systemem każdy z każdym, wyglądał tak: 2 remisy (Chiny, Turcja), 1 przegrana (Afryka) i 0 zwycięstw. Z takimi wynikami nie udało nam się zakwalifikować do rundy mistrzowskiej pucharu HFO, ale za to wciąż mieliśmy prawo występów w rozgrywkach Happy Cup.

W ćwierćfinale rzutem na taśmę udało nam się zremisować 7:7 w regulaminowym czasie gry, choć przegrywaliśmy już 2:5. W dogrywce strzeliliśmy gola złotego gola i przeszliśmy do półfinałów, z kwitkiem odprawiając chińską drużynę Xidongkong. W półfinale nie daliśmy najmniejszych szans zespołowi Sport Cafe - rozgromiliśmy ich 9:1, spacerkiem kwalifikując się do finału. Finał miał miejsce dzisiaj, a stanęliśmy w nim naprzeciw mieszanej - jak nasza - drużynie United. Od początku pewnie prowadziliśmy i ani na chwilę nie pozwoliliśmy im zremisować, nie mówiąc o wyprzedzeniu. Ostatecznie odnieśliśmy pewne zwycięstwo 6:4. I tym samym puchar stał się nasz! To już drugie trofeum zdobyte przeze mnie w przeciągu jednego tygodnia! :D

W Pucharze wystąpiliśmy pod znaną stałym czytelnikom nazwą Xiamen Porto. Jednak ze starej drużyny tylko ja się ostałem. Poniżej skład:

U góry od lewej: Karol (Polska), Anvar (Uzbekistan), Ali (Turcja), Ernir (Islandia), Justin (USA), ja, George (Niemcy). Na dole od lewej: Kemal (Turcja), Ronald (Chiny) i Eldor (Uzbekistan). Tylko Yunus (Turcja) się gdzieś zapodział.

foto: Tomas & HFO